Dlaczego Motor przegrał z Ruchem? Wnioski po niedzielnym meczu

Po meczu z perspektywy sektora H nie chciałem wyciągać pochopnych wniosków. Już stamtąd nie wyglądało to dobrze, ale po spokojnym obejrzeniu powtórki jest jeszcze gorzej. To naprawdę był słaby wieczór w wykonaniu piłkarzy Motoru.

Zebrałem kilka powodów, które sprawiły, że to Niebiescy wywieźli komplet punktów z Areny Lublin.

1. Osamotniony Fidziukiewicz

Nie przypuszczam, by ta kwestia wynikała z taktyki meczowej. Może to przesadna wiara reszty zespołu w Michała Fidziukiewicza po hat-tricku w Pruszkowie. Niestety przez większość meczu „Fidziu” był bardzo osamotniony. Ruch grając trzema środkowymi obrońcami miał ogromną przewagę liczebną przy długich piłkach na naszego napastnika.

Fidziukiewicz mimo tego często potrafił przyjąć piłkę z rywalem na plecach i zgrywać ją do nadbiegających kolegów. Kłopot w tym, że bardzo często czekał na skrzydłowych i resztę. W taki sposób trudno mu było cokolwiek więcej zrobić.

Ostatecznie gola strzelił wybiegając zza pleców obrońcy Ruchu. Miał później niezłą okazje, ale tak naprawdę wydaje się, że wycisnął z tego spotkania maksa, patrząc przez pryzmat całego meczu.

2. Wysoki pressing Ruchu

Ten aspekt bardzo mnie wkurzył. Takich kłopotów z otwarciem gry dawno nie widziałem przy drużynie Motoru. Trzeba przyznać, że 3-4-3 zaproponowane przez Jarosława Skrobacza naprawdę przyniosło pożądany efekt. Drużyna Marka Saganowskiego miała ogromne kłopoty z wyjściem spod własnej bramki. Ruch pozwalał na krótkie podanie od bramkarza do jednego ze stoperów i na tym się kończyło. Potem skutecznie kierował działania Motoru do boku, gdzie zamykał wszystkie drogi gry do przodu. Boczny obrońca albo miał wybór grać dłuższą piłkę, albo wracał podaniem do stopera, który już miał presje.

Z drugiej strony Motor pozwalał na bardzo wiele w rozgrywaniu piłki. Najbardziej irytujący był fakt, gdy obrońcy gości mieli piłkę na połowie i… nie byli w żaden sposób atakowani. Kompletnie nie tego oczekujemy od drużyny, która w teorii jest jednym z faworytów rozgrywek i gra u siebie!

Krótko mówiąc: nasi piłkarze nie mieli czasu na podejmowanie decyzji, bo mieli od razu rywala przed sobą. Gracze Ruchu tego czasu mieli aż nadto…

3. Autostrada po prawej stronie

Nie będę zrzucał wszystkiego na Adriana Dudzińskiego. Mam w pamięci mecz z GKS-em Katowice na wyjeździe w ubiegłym sezonie. Wówczas podobna sytuacja była poniekąd z Michałem Królem. W defensywie zagrał słaby mecz, ale nie dostał jakiejkolwiek pomocy ze strony skrzydłowego. Niestety prawda jest taka, że oba gole dla Niebieskich padły po akcjach naszą prawą stroną. Na niej szalał były gracz żółto-biało-niebieskich – Przemysław Szkatuła. 

4. Znowu kłopotliwe stałe fragmenty gry

Nie ma co się oszukiwać stałe fragmenty gry nie są bronią Motoru. W ubiegłym sezonie mnóstwo głupio straconych goli. Tym razem spokojnie dwie sztuki również mogły wpaść do naszej bramki. W dwóch sytuacjach zawodnicy Ruchu mieli skandalicznie dużo miejsca po dośrodkowaniach z rzutów rożnych.

Najpierw Przemysław Szkatuła dośrodkowuje na głowę Daniela Szczepana. Wtedy uratowała poprzeczka.

Druga sytuacja, to okazja dla Kacpra Będzieszaka. Zatrważające jest to, że każdy z nich był kompletnie nieatakowany przy swoich strzałach.

Z drugiej strony ofensywa. Była sytuacja Ariela Wawszczyka z pierwszej połowy. Było jedno ciekawe krótkie rozegranie rzutu rożnego. Na ogół albo przeciągnięte dośrodkowania, albo kończące się na pierwszym obrońcy.

5. Oddanie inicjatywy

Nie będę zwolennikiem oddawania piłki komukolwiek na Arenie Lublin. Na pewno nie na poziomie II ligi. Rozumiem, że w meczach ze Stalą Rzeszów czy Chojniczanką to mogą być wyrównane gry, w których rywale też będą mieli przewagę. Jednak Motor Lublin u siebie powinien zdecydowanie prowadzić grę i ją kontrolować. Tutaj Ruch dominował w pierwszej połowie zdecydowanie. 

Motor ruszył do gry dopiero po strzeleniu gola na 1:2. Paradoks tego jest taki, że po chwili przecież swoje szansę miał – dwukrotnie Szczepan po strzałach głową. Potem jednak i gospodarze ruszyli. Miał „setkę” Ryczkowski, miał woleja Fidziukiewicz. To jednak nadal zdecydowanie zbyt mało, jak na domowy mecz. Co by nie mówić rywalem był beniaminek z wieloma młodymi zawodnikami.

***

W niedzielę kolejny mecz, tym razem wyjazdowy we Wrocławiu. Kto pamięta wiosenne spotkanie ze Śląskiem II, ten wie, że łatwo nie będzie. Mimo wszystko liczymy na zdecydowaną poprawę względem niedzielnego występu. Nie można dopuścić do sytuacji, w której rywale nam odjadą. A trzeba zobaczyć, jak dobrze ruszyła Stal Rzeszów i Chojniczanka.

2 Komentarze

  1. Bardzo dobry komentarz dotyczący meczu. Taktycznie Ruch zdominował ten mecz i to Motor wyglądał jakby był beniaminkiem. Trener mówił ze znali sile rywala i widzieli o tym ze dobrze grają pressingiem i potrafią szybko przejść od obrony do ataku a mimo wszystko nie było widać aby Motor umiał się temu przeciwstawić. Szczególnie raziło to w pierwszej połowie. Za dużo miejsca przyjezdni mieli na skrzydłach i z łatwością przechodzili do ataku.
    Aby Wrocław był dla nas terenem na którym trener zareaguje na błędy z meczu z Ruchem i przywieziemy 3 punkty.

  2. Świetna analiza! Ja zwróciłbym uwagę na jeszcze jedną przyczynę porażki. Szczególnie w 1 połowie przegraliśmy zdecydowanie środek pola. To co sprawdziło się w meczu ze słabiutkim Zniczem – czyli wyjście 3 młodzieżowcami (w tym 2 na środku pola) kompletnie zawiodło w meczu z Ruchem. Trener przyjął zasadę „nie zmieniam zwycięskiego składu” i to okazało się dużym błędem. Wystawienie na środku 2 młodzieżowców (zamiast 1), mając w rezerwie Swędrowskiego, Króla, Ryczkowskiego czy nawet Firleja okazało się niewypałem. Jest jeszcze 1 rzecz, na którą chciałbym zwrócić uwagę – na tą chwilę nie mamy alternatywy na prawą obronę za Dudzińskiego. Chłopak pod koniec meczu słaniał się na nogach a nie miał go kto zmienić!

Skomentuj ProMotor Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*